09-11-2003 Francuski spór o eurokonstytucję komentuje publicysta "Le Monde"

Każdy kraj w Europie ma swoje obsesje, które wpływają na jego wizję świata i determinują debaty w polityce wewnętrznej. We Francji prace nad przyszłą konstytucją europejską doprowadziły do odnowienia starego sporu o sprawy socjalne - pisze Thomas Ferenczi, korespondent dziennika "Le Monde" w Brukseli

Liczni są ci, których niepokoją niszczące skutki liberalizmu ekonomicznego wychwalanego przez Europę na zdobycze socjalne, których państwo chce być gwarantem. Ten spór, który datuje się od początków europejskiej integracji, wybuchł pierwszy raz dziesięć lat temu podczas ratyfikacji traktatu z Maastricht. Przeciwnicy tego traktatu, na prawicy, jak i na lewicy, twierdzili, że zbyt bardzo ugina się on przed prawami rynku, zapominając o polityce społecznej. Ta sama polemika została wskrzeszona teraz - głównie na lewicy, w ramach Partii Socjalistycznej, choć także w innej formie na prawicy.

Na lewicy przywódcy socjalistów, pod presją skrajnej lewicy uważanej w olbrzymim stopniu za odpowiedzialną za porażkę Lionela Jospina w wyborach prezydenckich 2002 r., uważają, że projekt konstytucji daje nadmierną wagę regułom wolnej konkurencji kosztem wymiaru socjalnego Unii. Na prawicy rząd premiera Jean-Pierre'a Raffarina stawia opór wobec ograniczeń paktu stabilizacji wiążącego kraje strefy euro i twierdzi, że nie musi zdawać rachunków Brukseli z wydatków publicznych Francji. To co jedni i drudzy zarzucają Europie, to narzucanie Francuzom modelu neoliberalnego zakazującego państwu odgrywania roli protektora, do której są historycznie przywiązani.

To nie przypadek, że francuscy politycy, wszystkich tendencji razem, mówią, że niepokoi ich los służb publicznych w Europie jutra i są zdecydowani bronić ich roli w projekcie konstytucji. Służby publiczne w rzeczywistości są nie tylko - w ich oczach - sposobem na respektowanie wartości równości i solidarności, które inspirują politykę społeczną; są one także i przede wszystkim wyrazem interesu ogółu, tak jak go we Francji utożsamia tradycyjnie państwo. Czy chodzi o baczenie na dobrobyt pracowników, czy o przyznawanie pomocy publicznej przedsiębiorstwom, przy ryzyku konfrontacji ze służbami Komisji Europejskiej ds. Konkurencji, zawsze w centrum problemu znajduje się francuski model państwa.

Nie jest również przypadkiem, że w debatach nad przyszłą konstytucją rząd francuski jest szczególnie wyczulony na dwie kwestie, w których nie zamierza ustąpić: obronę laickości, w imię której sprzeciwia się, wraz z Belgią, wszelkim odwołaniom do dziedzictwa chrześcijańskiego Europy oraz na "wyjątek kulturalny", który usprawiedliwia według niego utrzymanie jednomyślności przy zawieraniu umów handlowych. Te dwie kwestie, w rzeczy samej, dotyczą pewnej idei państwa, która jest w sercu francuskiej spuścizny.

Jeśli jednak Francja chce przyczynić się do narodzin Europy politycznej, zdolnej do realizacji projektów wspólnotowych, zwłaszcza w sferze ekonomicznej i socjalnej, musi zaakceptować ideę, że jej koncepcja państwa nie może przeważyć nad tą, którą mają jej partnerzy. Może być ona jedynie częścią składową modelu europejskiego, który pozostaje do zbudowania.

* Thomas Ferenczi jest korespondentem dziennika "Le Monde" w Brukseli

Dodał: BS

Źródło: Gazeta.pl